Dzisiaj mam dla was ciekawe opowiadanie... Zapraszam do przeczytania całości , naprawdę wciąga .
Nazywam się… właściwie nie wiem, jak się nazywam. Być może kiedyś miałem imię, ale musiało to być bardzo dawno. Często wołają na mnie: „ty bestio!”, „zapchlony kundlu!”, ale wydaje mi się, że żaden z tych wyrazów nie ma nic wspólnego z moim imieniem. Nie znam też imienia mojego pana, o ile jakieś ma. Do niego mało kto się zwraca, a jeśli już się zwracają, to ja ich nie rozumiem. Mojego pana może bym rozumiał, niestety on nic nie mówi, ale do tego przyzwyczaiłem się bo minęło już sporo czasu. Rozmawiamy ze sobą, patrząc sobie w oczy, i to nam wystarcza.Kiedyś mój pan dużo mówił, a ja dobrze pamiętam jego wesoły i pogodny głos. Byłem wtedy szczeniakiem i należałem do ojca mojego pana, a pan był dosyć młodym chłopcem. Takim beztroskim i szczęśliwym, chociaż w domu zawsze panowała dosyć napięta atmosfera. Ojciec mojego pana uratował mnie od łowców, którzy chcieli mnie zabić. Może dlatego, że tak przypominam wilka? W końcu moja matka była prawdziwą wilczycą, ale przecież tata był udomowionym psem. Nie rozumiem więc, dlaczego chcieli mnie zabić, skoro nic złego nikomu nie robiłem. Na szczęście przygarnęła mnie dobra rodzina. Tak, to była dobra rodzina, mimo złych emocji, które w niej panowały.
Okres, kiedy z nimi mieszkałem, był najlepszym okresem mojego życia, nie licząc tych czasów, kiedy żyłem z moją wilczą mamą. Potem zmarł ojciec mojego pana. Od tego momentu było już tylko gorzej.